The Balm Betty- Lou Manizer

Trzy siostry The Balm to najmocniej błyszczące ślicznotki. Z jednej strony łączy je niespotykany blask i cudowny efekt jaki dają na skórze, z drugiej strony dzieli je jeszcze więcej.  Design opakowań jest absolutnie uroczy, oryginalny i zabawny. To trzy najbardziej rozpoznawalne produkty spośród wielkiej rodziny kosmetyków The Balm. I choć wciąż to Mary- Lou wybija się swoją popularnością na tle dwóch młodszych sióstr, to właśnie one wzbudzają największe i najbardziej skrajne emocje.


Kocham pudry brązując całym sercem. Sięgam po nie prawie każdego dnia i nie potrafię wyobrazić sobie, abym mogła pominąć ten kosmetyk w swoim makijażu. Nie powinno więc Cię zdziwić, że to właśnie Betty- Lou Manizer, na przeciw wszystkim, wzbudziła moje największe zainteresowanie. Uwielbiam błyskotki i z chęcią każdego dnia brałabym kąpiel w mieniącym się brokacie. Jedno jest pewne, gdybym nie była sobą, byłabym bombką na choince.
Betty- Lou Manizer to rozświetlający puder brązujący, który z całą pewnością nie jest uniwersalny i nie będzie dobrze prezentować się na buźce każdej z was. Już w pudernicy zaskakuje ciepłym, intensywnym kolorem złocistego brązu. W przypadku tego produktu nie jest to jednak minus, bo na twarzy wygląda absolutnie przepięknie. Betty- Lou Manizer tworzy jednolitą, gładką taflę, nie znajdziesz tutaj sztucznych drobinek, dodatkowo jest drobniutko zmielona, a w swojej konsystencji dość wilgotna, aksamitna i zaskakująca, co nie tylko pomaga w aplikacji ale także z pewnością wpływa na pigmentację. A ta jest zaskakująco intensywna. Na szczęście puder rozciera się bezbłędnie więc nawet przy ciężkiej ręce, łatwo o ewentualne poprawki. Ja sama z chęcią sięgam po Betty- Lou właśnie latem, gdy moja skóra jest przybrązowiona. Zastępuje mi wtedy matowy brązer i róż, dodając polikom złocistego blasku. Lubię łączyć ją także z matowym pudrem brązującym, wzmacniając jego efekt właśnie błyskotką. Z powodzeniem może służyć również jako cień do powiek, ale również wieczorową porą ślicznie podkreśli dekolt i nogi, tworząc cudowną grę światła.




11 komentarzy

  1. ja posiadam Mary i ją bardzo lubię :) a jeśli chodzi o Betty, to moja buźka należy właśnie do tych którym ona totalnie nie pasuje :) jestem na nią za blada niestety :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sonia Ty to jesteś jednak genialna ♥ " Gdybym nie była sobą, byłabym bombką .. ♥ " haha
    Piękny jest ♥ Ciekawe czy zaliczałabym się do tej grupy ludzi którym on pasuje ! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. wydaje mi się, że mi by pasował. ale właśnie latem. mam taki brązer opalizujący z Lancome, który świetnie wygląda w słońcu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile na Mary Lou bym się skusiła bez wahania, o tyle Betty Lou jest śliczna, ale mnie kompletnie nie pasuje. Także nie dla mnie niestety ;) Szkoda.
    Pozdrowionka serdeczne! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jakoś nie mogę się przekonać do używania bronzerów :) wydaje mi się, że będzie na mnie sztucznie wyglądać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie ciepławe odcienie :-)
    Piękny jest! Bombeczko ty nasz :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. jest przepiękny, mam słabość do rozświetlaczy, zazwyczaj używam zimnych srebrnych, gdybym była bardziej śniada, opalona na pewno wybrałabym ten, cudo

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem, mnie jakoś ta marka nie kupuje ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi tez Betty pasowala, zwlaszcza gdy bylam opalona

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham bronzery, ale tylko te w wersji matowej. Z The Balm kusi mnie przeogromnie Mary Lou :)

    OdpowiedzUsuń