2/26/2017

Yonelle Trifusion, czyli Kosmetyczny "Mikrochirurg"


Z każdą nowością, która łączy się z marką Yonelle wiąże duże nadzieje. Kosmetyki, czy te pielęgnujące, oczyszczająca, a nawet przeznaczone do ciała, nie zawiodły mnie nawet przez chwilę. Pośród całej, stale rozszerzającej się gamy produktów Yonelle, mogę wskazać Ci tych kilka, do których stale powracam i nie wyobrażam sobie, aby mogło ich zabraknąć w mojej codziennej pielęgnacji. Dlatego też, gdy marka Yonelle zaprosiła mnie do swojego Instytutu w Warszawie, w celu prezentacji swojego najmłodszego dziecka, skakałam z radości. Nieczęsto pokazuje się na wydarzeniach beauty oraz wszelkich prezentacjach, lecz tutaj miałam przeczucie, że może ominąć mnie coś naprawdę ważnego i nie pomyliłam  się!
Chociaż od prezentacji linii Trifusion minęło już sporo czasu, wspominam te spotkanie z sentymentem. Bowiem założycielki marki, Jolanta Zwolińska oraz Małgorzata Chełkowska wraz z całym swoim teamem, to perfekcjonistki w każdym calu.  Do domu wróciłam naładowana pozytywną energią oraz z ogromem wiedzy.

Linia Trifusion to kosmetyczny "mikrochirurg", której innowacyjna formuła zapobiega widocznym i niewidocznym oznakom starzenia się skóry. To cztery produkty, oparte na trzech procesach: biofuzji, infuzji, endofuzji, które odpowiadają za  umożliwienie wtopienia się kosmetyku w skórę, przenoszenie substancji aktywnych w głąb skóry za pomocą nanodysków, jak i napięcia i naprężenia skóry od wewnątrz. Seria tak intensywnych kosmetyków, wzmacnia szkielet podporowy skóry, zapewniając tym samym uczucie liftingu, bez użycia skalpela. Trifusion to kosmetyki polecane dla każdego typu cery, w ramach jej odmłodzenia, poprawy jędrności, skóry wiotkiej i zmęczonej.


Pierwszy produkt, o którym pragnę Ci opowiedzieć to płynny krem Liquid Cream- Tensor (50ml/279zł), który niebywale zachwycił mnie już od pierwszej chwili nie tylko swoim działaniem, ale także formą podania, konsystencją, jak i pełną, świadomą uniwersalnością. Płynny krem- napinacz pod oczy, na twarz i podbródek, zamknięty został w szklanym flakoniku wyposażonym w pipetę, co od razu nasuwa na myśl, iż kosmetyk sama aplikacja jest niezwykle higieniczna oraz niekłopotliwa. Konsystencja, jak zapewne się domyślasz, nie jest typowo kremowa, bardziej przypomina lekką emulsję, lecz pamiętaj, iż tak naprawdę jest to bardzo silnie działający płynny krem. Ta nietypowa konsystencja pozwala precyzyjną aplikację produktu, zwłaszcza co istotne w okolicach oczu. To taki płynny lifting, który bez obaw możesz stosować na skórę dwa razy dziennie. I choć sama z reguły rankiem nie mam na to chwili, to wieczorem, przed snem, uwielbiam wykonywać masaż liftingujący przy użyciu tego kosmetyku, co zresztą dodatkowo wzmacnia jego działanie, jak również działa na mnie bardzo relaksująco. Skóra po takim zabiegu, jest nawilżona, jędrna, poprawia się jej koloryt, a pory stają się wyraźnie zwężone. Zdradzę Ci, w wielkim sekrecie, jeśli miałabym zabrać jeden kosmetyk na bezludną wyspę, byłby to płynny krem Trifusion!



Yonelle, to marka, która rozkochała mnie w sobie właśnie maską do twarzy, Progresywna Nanomaska to wciąż mój wielki hit! W linii Trifusion także nie mogło zabraknąć maseczki do twarzy. Biocelulozowa maska endoliftingująca (1szt/ 55zł), oparta jest medycznej celulozie, jej celem jest uzyskanie efektu głębokiego liftingu, błyskawiczna poprawa napięcia i naprężenia skóry oraz spłycenie zmarszczek. To dosłownie minizabieg kosmetyczny, który możesz wykonać w swoim domu w każdej wolnej chwili, wystarczy 20- 30 minut, aby Twoja skóra odżyła. Maseczka jest w formie płachty wykonanej z biocelulozy, natomiast w jej składzie znajdują się fosfolipidy, tetrapeptydy, sterole oraz kwas  glicyretynowy. Maska endoliftingująca to produkt, po który sięgam przed ważnym dla mnie wydarzeniem, kiedy  pragnę by moja skóra nabrała blasku i sprężystości.




Z kolei Lift Cream- Tensor SPF 20 (55ml/ 269zł), to lifting po który mogę sięgać każdego dnia. Liftingujący krem- napinacz z SPF20, to przyjemna, lekka i kremowa konsystencja o odprężającym zapachu, zamknięta w słoiczku, tak dobrze znanym wszystkim wielbicielkom i miłośniczkom produktów Yonelle. Krem napinający skórę, to codzienny zastrzyk pozytywnej energii, dzięki któremu skóra dzień za dniem nabiera blasku i młodzieńczej świeżości, a cera staje się jędrna i napięta. Seria Trifusion zwalcza widoczne i niewidoczne oznaki starzenia się skóry, co staje się niezwykle ważne także dla młodych kobiet, takich jak ja. Gdy każdego ranka, sięgam po te kosmetyki, wiem, że daję skórze to co najlepsze. Bo nietrudno jest walczyć ze zmarszczkami, o wiele trudniej jest zrozumieć, że wszystko dzieje się w głębi skóry, a wszystkie nieprzespane noce i zmartwienia, prędzej czy później odbiją się na Twojej twarzy. Nie chcę zatrzymać czasu, pragnę jedynie aby za kilka lat, kąciki moich ust nie opadały smętnie w dół. Chcę aby zmarszczki, które zobaczę w lusterku samochodu, stojąc w korku w drodze powrotnej do domu, układały się w uśmiech.

Muszę jeszcze wspomnieć o całkowitej nowości, jaką jest zastosowanie w serii Trifusion, siateczki naprężającej. To właśnie, dzięki niej skóra zyskuje natychmiastowe uczucie naprężenia i odmłodzenia. Ogromnie cieszę się, iż marka sięga po najnowsze światowe trendy! Nie stoi w miejscu, lecz rozwija się, aby sprostać wymaganiom swoim i swoich klientek.


8 komentarzy:

  1. Hmm, zainteresuję się tymi kosmetykami...W pielęgnacji warto zadbać również o zdrową dietę oraz zdrową, filtrowaną wodę do picia. Dbanie o organizm zawsze odbija się pozytywnie na buzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, muszę się z Tobą zgodzić. Na skórę warto dbać od wewnątrz jak i od zewnątrz, aby była zdrowa i promienna :) Mi marka Yonelle towarzyszy już dość długo i wiem, że to najlepszy wybór :)

      Usuń
  2. Bardzo ładne opakowania, tyle można powiedzieć na pierwszy rzut oka ! Chętnie bym spróbowała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Markę znajdziesz w perfumeriach Douglas oraz na stronie Yonelle :) Gdzie często można się natknąć na różne promocje :)

      Usuń
  3. W takim razie i ja się piszę na płynny krem. Recenzja do mnie bardzo trafiła. Zwłaszcza to zwieńczenie o bezludnej wyspie. Przekonało mnie :)
    Pozdrawiam cieplutko :) Miłego, słonecznego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, tym bardziej że każde słowo to prawda!:) Uwielbiam płynny krem, jest niezawodny. Podobnie moja mama, więc jest bardzo multifunkcyjny:)

      Usuń
  4. Ciekawe produkty, a i opakowanie cieszą oko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ważne, aby kosmetyki po które sięgamy cieszyły też oko :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.