12/11/2015

Kosmetyki, których nie polecam

Czasem zdarza się tak, że pośród morza kosmetyków wybieramy te, które nie do końca  sprawdzają się na naszej skórze. Błędów w pielęgnacji nie da się całkowicie wykluczyć, potknięcia się zdarzają, dokładnie tak jak w życiu. Ważne jest jednak, aby zawsze mieć pod ręką sprawdzone produkty, na które możemy liczyć. Jestem pewna, że każda z was ma swoich kosmetycznych przyjaciół ale także takie kosmetyki, do których już nigdy nie wróci.







Nie kryje się z tym, iż należę do grupy tłuścioszków. Moja cera jest nie tylko tłusta, lecz także wrażliwa oraz skłonna do przebarwień. Wiem, że nieładnie jest zazdrościć, to brzydka cecha ale nie potrafię wyzbyć się jej w stosunku do dziewczyn z suchą cerą. Secret Actif Matifiant (50ml/ 289zł) marki Eisenberg to krem-fluid, który miał pomóc mi w okiełznaniu przetłuszczania się skóry twarzy. Lekka konsystencja kosmetyku przeznaczona została właśnie do cery tłustej i mieszanej, a jej celem oprócz oczywistego matowienia, jest również nawilżenie i regulacja wydzielania sebum. Krem- fluid należy nakładać wyłącznie na strefę T. Wracałam do niego wiele razy, dawałam kolejne szanse. Był przy mnie latem, w czasie upałów, był też poprzedniej zimy. W tym wieku, z moim doświadczeniem, powinnam już wiedzieć, że nie należy wchodzić kolejny raz do tej samej rzeki. Secret Actif Matifiant wysusza skórę, pozostawia uczucie ściągniętej i za małej o dwa rozmiary. Matuje skórę dobrze, a nawet zbyt dobrze. I właściwie nie mogę powiedzieć, że nie jest skuteczny i całkowicie go przekreślić, w takim razie polecę go tym z was, które mają naprawdę bardzo, bardzo mocno przetłuszczającą się cerę.





Uwielbiam scruby oraz masełka marki Organique, dlatego tak ciężko pogodzić mi się z tym, że wśród tak dobrych kosmetyków, natknęłam się na nią. Na co dzień lubię szybkie rozwiązania i chętnie sięgam po wszelkie tubki i słoiczki. O glince Ghassoul (200ml/ 30zł) słyszałam zewsząd tak wiele pozytywnych opinii, że postanowiłam spróbować. Błotko już po krótkiej chwili rozpala skórę do czerwoności, pozostawia ją podrażnioną i bolącą. Nie mam pojęcia z jakiego powodu moja skóra twarzy, tak źle na nią reaguje ale nie zamierzam wracać do glinek Organique.






Rouge Bunny Rouge to marka, która jak żadna inna potrafi przenieść nas w magiczny świat. Bajkowa kraina pełna romantyzmu, obfitości i niespotykanego piękna. O zaczarowanych kosmetykach pełnych kolorów nie mogę powiedzieć nic złego. Zupełnie inaczej ma się sprawa z kosmetykami pielęgnacyjnymi. Make-up Melt Cleanser (50ml/powyżej 200zł) to oczyszczający skórę balsam topiący makijaż. Bogata konsystencja balsamu, wypełniona została po brzegi składnikami taki jak masło kakaowe, olejek z lawendy, rumianku czy goździków, dzięki którym kosmetyk powinien przynosić skórze ulgę i ukojenie, lecz przede wszystkim skutecznie rozpuszczać nawet wodoodporny makijaż. Niestety, balsam z którym wiązałam wielkie nadzieje, nie radzi sobie z usunięciem nawet najlżejszego makijażu. Gęsta, tłusta konsystencja oblepia skórę twarzy nie roztapiając makijażu, ziołowy zapach jest przyjemny, ale cóż z tego? RBR to bardzo dobrej jakości kolorówka, jednak nic ponad to.

47 komentarzy:

  1. O, a mi glinka ghassoul bardzo służy. Może to kwestia tego z czym ją mieszasz albo po prostu Twoja skóra jej nie lubi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszałam ją z wodą. Paląca, cała czerwona skóra, która boli, to nie powinno mieć miejsca w żadnym wypadku.

      Usuń
  2. No to teraz mnie sprowadziłaś na ziemię bo na ten czyścik RBR to ja miałam sporą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorówkę RBR bardzo lubię, zresztą nieraz pokazywałam ją tutaj i chwaliłam ale ten konkretny produkt to klapa.

      Usuń
  3. Szkoda, że ta glinka wypadła tak słabo ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypadła słabo, a podrażniała mocno.

      Usuń
  4. U mnie ta glinka z innej firmy też się nie sprawdziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrażniła Ci skórę czy po prostu zbyt słabo działała? Stosowalam różne maski, które w składzie zawierały tę glinke i nie miałam takich problemów.

      Usuń
  5. Nie spodziewałam się, że czyścik z RBR może tak rozczarować, o kosmetykach tej firmy czytałam same pochlebne opinie. Glinkę Ghassoul (kupioną w necie) wspominam bardzo dobrze, ładnie oczyszczała skórę bez podrażniania mojej wrażliwej, naczynkowej cery. Ciężko jednak jest mi powiedzieć czy glinka bardzo się różni w zależności od miejsca zakupu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie opinie możesz także bez problemu znaleźć u mnie na stronie. Cóż, zdarzył się niechlubny wyjątek.
      Glinke Ghassoul kupiłam w kwietniu w czasie targów Lne w Krakowie. Nie rozumiem czy to ma jakieś znaczenie, jakość powinna być identyczna i niezależna od miejsca zakupu.

      Usuń
  6. Będę uważać na te produkty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przynajmniej spróbuj przetestowac je przed zakupem :)

      Usuń
  7. Ja na szczęście nie miałam żadnego z tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba nie straciłaś nic szczególnego ;)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Próbki, próbeczki są bardzo ważne, aby poznać kosmetyki, ale warto być ostrożnym :)

      Usuń
  9. Straszne uczucie gdy marka do której ma się zaufanie rozczarowuje...mnie to zniechęca skutecznie do następnych zakupów. Na szczęście większość kosmetyków można reklamować ze względu na reakcje uczuleniowe. Jednak uczucie zawodu i rozczarowania pozostaje...Czasami kosmetyk kupiony w ciemno , pod wpływem chwili okazuje się prawdziwym skarbem a ten przemyślany , zaplanowany do zakupu w najdrobniejszych szczegółach jest totalnym badziewiem. Zdarzyło mi się to kilka razy , więc teraz zawsze proszę o próbki lub testuje kosmetyki na miejscu.
    Super że umieszczasz takie posty , to się chwali:). Swiadczy też o dojrzałości i charakterze:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te uczucie, gdy marka, ktorej byłam pewna rozczarowuje jest najgorsze. Zazwyczaj nie pokazuję kosmetyków, z których nie jestem zadowolona. Nie zasługują na czas jaki potrzeba temu poświęcić ale na instagramie rozmawiałam z dziewczynami, które pisały, że i takie posty potrzebne są od czasu do czasu :)
      Błędy się zdarzają i może warto pokazać, że nie jest to powód do wstydu, a ja nie jestem nieomylna.

      Usuń
  10. Tak to czasem bywa z tymi kosmetycznymi bublami...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nic nie miałam akurat z tych kosmetyków i jak widać, nie żal mi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może akurat w Twoim przypadku byloby inaczej? Z pewnością próbki mogą pomóc w ocenie :)

      Usuń
  12. Aaa to nie tylko ja trafiłam ostatnio na mocno przesuszające rzeczy :) Balsam topiący makijaż? Ooo już z nazwy brzmi dziwnie ;P

    Ale nie martw się, wiecej bubli nie bedzie (oby) :) ;*

    P/s obejrzałam 'trumienki' G *.* myślę, że po Nowym Roku uzbieram sobie na kolor 'colere' ;) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby ;) choć kilka jeszcze ich mam.
      Colere to mój kolor! Będzie wam pięknie! :**

      Usuń
    2. No ja myślę pozostało mi tylko odłożyć na nią ;D

      Usuń
  13. Jestem fanką maseł do demakijażu. Zarówno TBS jak i Clinique mnie nie zawiodło. Rouga Bunny Rouge skutecznie odstraszało mnie ceną i jak widać dobrze na tym wyszłam :)
    Co by ci się już więcej takie buble nie trafiały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wiele dobrego słyszałam o tych masełkach ale, że RBR wczesniej mnie nie zawiodło to postawiłam na ten balsamik. Spróbuję jeszcze Clinique :)

      Usuń
  14. Glinki z Organique nie miałam. Mam z Mokosh i miałam na początku podobną sytuacje - moja skóra płonęła. Jednak była to moja wina, bo trzymałam ją za długo i wyschła. Drugi i kolejny raz już do tego nie doprowadziłam i wszytsko było już dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezależnie od tego czy glinka wysychała na buzi czy nie to efekt był ten sam. Widać nie jest to kosmetyk dla mnie ale dziękuję za radę :)

      Usuń
  15. Przydatny post, zalamalabym sie wydajac tyle szmalu na kosmetyk, ktory niesluzy mojej cerze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przykre przy każdym kosmetyku, tym tańszym jak i droższym. Choć może faktycznie ciężej przełknąć taką pomyłkę.

      Usuń
  16. Soniu, jak przeczytałam o matującej emulsji Eisenberga, to pomyślałam, od razu, że można najpierw nałożyć krem nawilżający, a jak się wchłonie to dopiero tę emulsję, może byłoby lepiej? albo ewentualnie mieszać oba kosmetyki? wiem, że to nie tak powinno być, żeby tyle kombinacji robić, ale może będzie jakaś szansa na wykorzystanie tego kosmetyku...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziękuję za dobre chęci i pomysły :) :* Próbowałam wielu sposobów, łączyłam z kremami, serami i właściwie wszystkim, efekty były ale tylko na chwilę.

      Usuń
  17. Swietny post!
    tez sie spotkalam z bubelkami..no ale co, nie da sie uniknac ;D
    glinke Organique mam i jest ok, dodaje do niej oleju kokosowego i wtedy mnie tak nie sciaga ..ale dla mnie to za duzo bawienia sie z nia ...
    Buziaczki :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) uniknąć tego nigdy się nie da ale ukrywać też nie trzeba. Każdemu zdarzają się błędu :)
      Buziaki :**

      Usuń
  18. Nie miałam tych produktów, ale raczej już się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Probeczke zawsze możesz sobie sprawić ale na pełnowartościowe opakowania bym się nie porywała.

      Usuń
  19. Krem od Eisenberg ma jak dla mnie troszkę kiepski skład jak na tak drogi kosmetyk. Ja od dawna czaję się na kupno czegoś z ich asortymentu. Tego produktu nie lubisz, a możesz mi polecić coś innego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polubiłam krem-fluid nawilżający. Wspaniałe działa i ma przyjemny zapach, dawno temu pisałam o nim parę słów :) żelem i mleczkiem do demakijażu również nie zaprzątaj sobie głowy.

      Usuń
    2. Dziękuję sprawdzę na pewno ;)

      Usuń
  20. Ooooo, a ja glinkę ghassoul lubię najbardziej ze wszystkich :) ale podobne nieprzyjemności, o ktorych piszesz miałam kiedys po czarnej glince z jakiejs rosyjskiej serii - to był jedyny taki 'wypadek', jaki miałam z jakąkolwiek glinką :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak bywa, że na niektóre produkty skóra źle reaguje. Algi bardzo lubię, a ta glinka po prostu nie jest dla mnie :)

      Usuń
  21. A wiesz, że już wcześniej czytałam niepochlebne recenzje na temat glinek z Organique? Dziewczyny pisały, że silnie podrażniają i wrzucały zdjęcia zaczerwienionej twarzy na IG. Pod jednym ze zdjęć, odezwała się firma i prosiła o kontakt na priv.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobrze wiedzieć :) Nie miałam z tymi kosmetykami do czynienia.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.